Dodaj tu swój tekst nagłówka

Poszukiwanie sensu,
czyli po stronie szlachetnych narzędzi tworzenia

1. Moje stanowisko – wobec tradycyjnych prac plastycznych, takich jak obrazy olejne, rzeźby w marmurze lub grafiki odbijane na papierze – nie jest najistotniejsze, w tym gasnącym w ostatnich latach dialogu „starych” z „nowymi”, ale w tych kilku akapitach padnie jasna deklaracja przywiązania. Pomimo oczywistej niechęci dzisiejszych galerników i marszandów, zarządzających modami, kierunkami, falami, do tradycyjnych wytworów rąk i umysłów braci artystycznej. Nie straszny mi też „ostrzał” z medialno-akademickich proc o rażeniu antymieszczańskim, antytradycjonalistycznym, antyideologicznym. Jestem po stronie pięknych przedmiotów. Jestem po ich stronie tym bardziej, gdy są frapującymi dokonaniami artystycznymi… które „można dotknąć”, zobaczyć po raz kolejny w muzeum lub galerii, ewentualnie zakupić i powiesić na ścianie, by obcowanie nabrało sensu, czyli doszło do „zbliżenia” gapiącego się z obserwowanym, akceptowanym, podziwianym, zawłaszczanym. Bywa, że odrzuconym. A jak! A co! O smaku przecież jest mowa! Obiektywnie rzecz biorąc, w nich także, a może przede wszystkim w nich zawarta jest kulturowa pamięć o naszych czasach, o nas samych.

To na początek.

Jestem po stronie warsztatu. Za doskonaleniem oka, ręki, ucha, wyobraźni, twórczego wysiłku. Przeciwko efektownym popisom, szokującym komentarzom sofistycznym, przeciwko medialnym zagrywkom, prowokacyjnym cytatom artystycznym czy obrazoburczym wywiadom prasowym, w których odwagi tyle, co rechotu hołysza przed Picassem. Najzwyczajniej w świecie zgrywa hochsztaplera, modnisia, groszoroba jest cyniczna i na dłuższą metę nudna, bo jest obok sedna.

Prace Tomka widzę po przeciwnej stronie. On nie dezerteruje ze swojej klasy, nie opuszcza swojego warsztatu, nie zapomina o mistrzach i nauczycielach. Konsekwentnie wytycza nową drogę, „logicznie” podąża naprzód, w zgodzie z samym sobą. Walczy z oporem materii, by wyrazić siebie na nowo. Ale nie ściga się ze specami z „nowych” mediów. Kto też patrzy na jego prace, nie ma wątpliwości, że obcuje z nowoczesnym autorem.

To robota twardziela. Za takich jak on trzymam kciuki (choćby w myślach), przed takimi chylę czoła, takich podziwiam. I piszę o tym wprost, żeby wiedzieli, że nadal są, żyją obok nich, kibicują im – wyznawcy pędzla, rylca, dłuta. A szlachetna ich robota niech będzie doceniona!

Rzekłem i o tem.

2. W świecie Tomaszowej abstrakcji, myśli obserwatora nieuchronnie zmierzają w rejony metafizyki… Ale jest to metafizyka laicka, dość pesymistyczna. Niespieszny obserwator szybko „odnajdzie się” w tajemniczej, trójwymiarowej przestrzeni, w której unoszą się/zanurzone są figury geometryczne, pokryte wyraźnym wzorem (liniami, plamami, smugami, labiryntami), nie ukształtowanymi przez przypadek, powtarzalnymi, symetrycznymi. Poza konkretnym miejscem i czasem. Istotna obecność figur w bliżej nieokreślonej przestrzeni. Kto je widzi? Kto tak widzi? Na jakiej materii oparty jest punkt obserwacyjny widzącego? Obserwatora tożsamego z autorem? Narzuca nam widzenie takiej a nie innej przestrzeni? Dlaczego? Nie ma wątpliwości?

Moim zdaniem nie ma wątpliwości. W tej Przestrzeni ta Materia jest Prawdą, w którą Wierzy Autor. To jest Tomaszowy Akt Wiary. A raczej Niewiary. Jego przestrzeń pozbawiona jest człowieka, nawet jego małego śladu, choćby śladu stopy, odcisku palca.

Ale mnożą się pytania. Czy są to przestrzenie (właśnie tak, w liczbie mnogiej) przeszłości czy przyszłości? Jego własne przestrzenie, autorskie? Groza świata pozaludzkiego, odległego, nierozpoznanego, abstrakcyjnego? Poza nadzieją?

Byłeś już tam? Jest już po wszystkim??

W gruncie rzeczy to nadal nieodgadniony, tajemniczy, wyobcowany, zimny, nieludzki świat, w którym raczej jest Coś niż Nic. Co jest to Coś?

I to jest prawdziwe zmartwienie, bez cudzysłowu.

Autor zaprasza w drogę wszystkich śmiałków.

Ruszaj się i ty Bruno, po złote runo nicości.

3. Rzeczy piękne, w tym użyteczne przedmioty (zeszyty, długopisy, ale też czapki bądź buty), piękne żywoty (obrazy, grafiki, fotografie, ale też książki, albumy, płyty z muzyką), wytwory rzemiosła artystycznego (skrzypce, porcelana, szkło, ale też ramki na zdjęcia) – jedyne, niepowtarzalne, robione ręcznie (!), niekomercyjne cuda – to jest to!

Prace Tomka umieszczam w tym szeregu. Zrobione na „ludzką miarę” (są tacy, którzy i dzisiaj używają pejoratywu: landszafty drobnomieszczańskie dla wykształciuchów), możliwe do udomowienia, choć spotykane w galeriach i muzeach, także w bankach i biurach. Jestem ich wiernym wyznawcą, małym kolekcjonerem.

Ha! Macie mnie, niech będzie, jestem tradycjonalistycznym, staromodnym estetą! Coś pięknego i niedrogo! – mawiał nieżyjący już Rafał Markiewicz, poznański artycha. Zgadzam się z tym wyznaniem.

I takie są prace Tomka, Tomka Kukawskiego, Tomasza M. Kukawskiego, grafika, remiechy, architekta, profesora.

(…)

Jarosław Sieradzki (2011)