Tęsknota za przestrzenią
Byłoby z mojej strony blefem, gdybym próbował „nabierać towarzystwo”, że znam się na tej grze, i – mając właśnie świetną okazję – wykładam swoje karty na stół. Otóż, tak nie jest. O znawstwo tego fachu proszę mnie nie podejrzewać. Choć pewnego wieczoru autor tych prac zaspokoił moją ciekawość. „Pokazał” cały proces technologii, pamiętający pewnie Mistrza z Amsterdamu – od rytowania dłutkami w czymkolwiek, poprzez wytrawianie matrycy, aż do powstawania kolejnych odbitek. To była dobra lekcja pokory dla tego rzemiosła, które zwie się grafiką warsztatową. Wcześniej, oglądając efekty tej roboty w galeriach, jak przystało na laika, nie miałem o niej „zielonego” pojęcia. Tomek, po raz kolejny od czasów ogólniaka, dał mi solidny wykład z psychologii twórczej – o koncentracji, wytrwałości i cierpliwości, o samodyscyplinie i wyrzeczeniach wreszcie; pokazał drogę samotnego długodystansowca, nie wolną od ryzyka.
Zainteresowanych tym aspektem jego roboty graficznej odsyłam do tekstu Macieja Gutowskiego, którego autor tych prac ma we wdzięcznej pamięci. To właśnie on jako pierwszy napisał świetną recenzję o kwartecie grafików z PAKT-u. Nie jest więc przypadkiem, że „Paktowcy” tak chętnie zamieszczają ten tekst w swoich katalogach. Ale inni pisali również. I nie mniej uznani. Bo czegóż trzeba chcieć więcej, gdy o pracy artystycznej pisze Magdalena Hniedziewicz, Rafał Strent czy Stanisław Wieczorek?! Nobilitacji więc Tomek już nie potrzebuje, a też i w tym względzie, w utrzymaniu tej miary, nie mogę, rzecz jasna, być mu pomocny.
Co pozostaje? Skreślić coś od siebie, bo w wypadku tej sztuki wiele zależy od oglądającego, od tego, co on „odkryje”.
Co więc „widzę” w tych pracach? Dostrzegam – w różnym natężeniu – Tomaszową solidność, perfekcję, momentami wirtuozerię. Dostrzegam czułość dla materii ciężkiej a ulotnej, jednocześnie wznoszącej się i spadającej (upadłej?), solidność fundamentów (można w nie wierzyć), archetypiczny świat symboli (skrzydlatą lkariadę i Borgesowskie labirynty – Dedala). Przede wszystkim jednak dostrzegam precyzję narzędzi afirmujących twórczy wysiłek. Etos maestrii warsztatowej. Czas pokaże, czy wobec zalewu komputerowej cyfry, prace Tomka Kukawskiego i jemu podobnych nie będą ostatnimi elegiami na odejście rylca, linoleum, prasy. Z kolei jego przywiązanie do geometrycznych kształtów – okręgi, prostokąty, trójkąty, elipsy, graniastosłupy –świadczą o wyobraźni trójwymiarowej, przestrzennej, architektonicznej (lata studiów nie poszły więc na marne).
Niewątpliwie pochłaniają go problemy metafizyczne – czas i przestrzeń. W tym budowa własnej przestrzeni mentalnej, nierzeczywistej, duchowej. Zbyt mało w tych pracach anegdoty, narracji, człowieka – co powoduje kłopoty z dostrzeżeniem czegokolwiek skończonego. Ich głównym tematem jest właśnie n i e s k o ń c z o n o ś ć. Droga w nieznane…? Nie potrafię w końcu udzielić jednoznacznej odpowiedzi, czy według grafika wiedzie ona do Boga czy donikąd.
Na początku drogi – z 20 lat temu -– autor czerpał (do czego się przyznaje) inspiracje z Gielniaka i Maxa Ernsta. Ich prace były dla niego natchnieniem. I pewnie wytrawne oko to widzi. Ale ciekawsze opinie wygłasza on ostatnio: że od dłuższego czasu fascynuje go Pankowa prostota, rezygnacja z jakiegokolwiek gadulstwa wizualnego, ascetyczność rytu.
Wydaje się jakby Tomek był w najwyższym punkcie na łuku drogi, ale trudno wyobrazić, kiedy i gdzie… osiągnie punkt docelowy.
Tylko równym krokiem! Albo zapomnieć o tym, i robić swoje, i jeszcze więcej. Bez oglądania się na boki. Mocniej, wyżej, więcej!
Jestem ciekaw nowego.
Białystok, 5 XII/ 2003
Jarosław Sieradzki
(…) Początkowo uprawiał głównie linoryt, akwafortę i aquatintę. Od 1997 roku dużo czasu poświęca na eksperymenty, stosując wszystkie dotychczasowe techniki oraz kolografię. Jak sam mówi, pracę nad każdą kolejną grafiką traktuje jak nową przygodę. Stawia przed sobą wciąż nowe zadania, problemy do rozwiązania, tym ciekawsze im trudniejsze. W przypadku grafik, gdzie używa się wielu matryc i stosuje szeroką paletę barw, trudności są poważne. Musi wykazać dużą wyobraźnię, zdolność przewidywania, myśleć jednocześnie o kolorach lokalnych i wypadkowych, o tym, że jest to lustrzane odbicie, negatyw itd. Jak mi się niedawno przyznał, jest w stanie przewidzieć efekt końcowy. Dlaczego? Lata eksperymentów, lata pracy, wiedza technologiczna i doświadczenie, a przede wszystkim żelazna dyscyplina. Z powodzeniem wykorzystuje swoja technikę dla uzyskania wyrafinowanych pod względem formalnym efektów wizualnych, jednocześnie w sposób naturalny podkreśla troskę o każdy graficzny detal. (…) Większości swych prac Kukawski nadaje tytuły w języku angielskim, nie chce, aby odbiorca zbytnio sugerował się tytułem. Co przedstawiają prace Kukawskiego? Trudno je opisać, nie ma w nich anegdoty. Są to prace do oglądania, smakowania, kontemplowania. Pomimo bardzo bogatej faktury i materii graficznej, prace Kukawskiego są syntetyczne, oparte na przejrzystej zasadzie kompozycyjnej, prostych podziałach, operowaniu dużymi płaszczyznami. Stosowane znaki, symbole, takie jak: spirala, skrzydła – mówią o wieczności i przemijaniu. (…)
Grzegorz Mazurek (2002)
(…) Kukawski niech wraca do architektury. O ile mu dadzą uprawnienia budowlane! Tak ładnie zaczynał, a tak się zmarnował. Rodzice porządni, studia niezłe (na początku) – a potem ta Akademia! Gdyby nie poznał tych okropnych technik graficznych, pewnie by dziś opływał w dostatki, budował jeszcze bogatszym od siebie wille typu Gargamel, miałby kraty w oknach, stalowe drzwi z Izraela, rozłożyste auto z kuloodpornymi szybami i wpływowych znajomych. A tak co? Pierze anielskich skrzydeł oznacza syndrom braku swobody, każdy psycholog to potwierdzi. Urodą struktur, faktur, barw i geometrii może cieszyć się każdy, kto zachował trochę wrażliwości (w ubiegłym tysiącleciu mówiono: kultury). Tylko po co komu tyle wrażliwości, kiedy liczy się przebicie? Wątpię, by kogoś dało się zaszokować tym, co pan robi – po co więc ten wysiłek, panie Kukawski. Nie możemy dłużej na to się godzić! (…)
Rafał Strent (2001)
(…) Na czym polega technika intaglio wie najlepiej Tomasz Kukawski. Niestety, ja nie wiem … Rzecz jednak w tym, że intaglio brzmi wystarczająco ezoterycznie, by jako takie doskonale dopasowywało się do mistycznej tematyki jego nastrojowych prac. Po mistrzowsku operuje on formą, kolorem i światłem. Jego grafiki wykonane są z iście benedyktyńską dbałością o rysunkowy szczegół, co nie przeszkadza w oddaniu atmosferycznej lekkości i kolorystycznym wysmakowaniu. Artysta operuje zderzeniem form botanicznych z geometrią. Proponuje tym samym wizualne napięcia pomiędzy skrajnościami, które mają dla niego wymiar refleksyjny. (…)
Antoni Szoska (2000)
(…) Dla Tomasza Kukawskiego będzie to świat archetypicznych, kulturowych znaków, wyobrażeń i kryjących się za nimi treści. Znaki to i symbole ledwie sugerowane, czasem bliższe, czasem dalekie, niedopowiedziane, otwierające się na różne interpretacje i same będące różnymi owych archetypicznych wyobrażeń odtworzeniami. Nie anegdota tu gra pierwsza rolę, lecz znak – na tyle ogólny, że odnoszący się do najbardziej podstawowych, rudymentarnych elementów ludzkiej kondycji, ludzkiego istnienia w świecie i ludzkiej psychiki ten świat przyswajającej. (…)
Magdalena Hniedziewicz (1999)
(…) Tomek Kukawski z Białegostoku, studia w Akademii ukończył po studiach architektonicznych na Politechnice. Bardzo szybko się uczy, ma dobrze w głowie poukładane. Wrażliwy, konsekwentny i ogromnie pracowity. Lubi i umie pracować. Świetny warsztatowiec – perfekcjonista. Tematyką jego grafik są mądre „cytaty” wielkich ludzi – nawet wtedy, kiedy swoją prace podpisuje nazwą pojęciową. Ma dużo do powiedzenia – warto go posłuchać. Droga jest dobra, ale idzie nierówno, zrywami, myślę, że potrzebuje większej koncentracji. (…)
Stanisław Wieczorek (1998)
(…) Poświęcenie się warsztatowi nie ogranicza się u Tomasza Kukawskiego do j ednej techniki. Z wielkim powodzeniem uprawia cynkografię i umie z prawdziwą wirtuozerią uzyskać w niej efekty różnego zagęszczenia, tworząc wartości walorowe i fakturowe o bardzo szerokiej gamie, od suchych i płytkich po głębokie i nasycone. Ale równie swobodnie czuje się, po licznych doświadczeniach, w linorycie, traktując go w sposób dość indywidualny i wydobywając ekspresje nowe w tej technice, tak kiedyś uświetnionej Gielniakową twórczością. Najchętniej jednak tworzy ostatnio na bazie linorytu i metalu techniki złożone, wielowarstwowe, trudne, wymagające precyzji i wielkiej cierpliwości w procesie odbijania. Chętnie też wprowadza kolor. Świat znaczeń buduje artysta z symboli i metafor archetypicznie funkcjonujących w naszej kulturze, ale w istocie ukształtowanych indywidualnie. Nie narzucających się, lub wręcz trudnych do rozwiązania. Powstaje w ten sposób, nie wiem na ile zamierzony, obraz jakby magiczny, w którym sensy i znaczenia są bardziej domyślne niż jednoznacznie wyjaśnione, a ich zagadki, zaplątania,
niespodziewane wyjaśnienia i znów tajemnicze uniki są jak krążenie po korytarzach myśli, jak próby odczytania nieodczytywalnej istoty bytu. Znaki te i symbole, jeśli wywodzą się nawet ze świata przyrody, to jednak zawsze należą wyraźnie do używanych i rudymentarnych dla kręgu kulturowego śródziemnomorskiej tradycji. (…)
Maciej Gutowski (1998)