Na najnowszej wystawie w Centrum Sztuki Marka Chagalla w Witebsku zaprezentowanych zostanie 37 grafik polskiego grafika Tomasza M. Kukawskiego.
Urodzony w 1964 r. artysta dziesięciolecie poświęcone wyższej edukacji podzielił równo pomiędzy studia na Wydziale Architektury Politechniki Białostockiej (1982-1987) oraz na Wydziale Grafiki ASP w Warszawie (1987-1991), te ostatnie kończąc
z wyróżnieniem w pracowni Grafiki Warsztatowej prof. Romana Artymowskiego. Od ponad 25 lat praktykuje architekturę, projektowanie wnętrz i mebli, design graficzny, malarstwo, rysunek, a szczególnie grafikę artystyczną. Tyleż czasu zajmuje się też dydaktyką, jest profesorem w Katedrze Sztuki na Wydziale Architektury Politechniki Białostockiej. Od siedmiu lat prowadzi tam Pracownię Grafiki Warsztatowej na kierunku Grafika.
Na witebską ekspozycję składają się barwne prace graficzne wybrane z ostatnich 18 lat pracy twórczej. W tym okresie artysta eksperymentował z wszystkimi grupami technik graficznych, zarówno łącząc je ze sobą, jak i wykorzystując każdą z osobna. Opracował też autorską technologię druku w technice kolografii – i to ta metoda w połączeniu z szerokim spektrum innych technik stanowi warsztatowy trzon prezentowanych odbitek graficznych. Czym jest kolografia i intaglio? Wie to niezbyt wiele osób. Rzecz jednak w tym, iż nazwy te brzmią wystarczająco ezoterycznie, by jako takie wystarczająco dopasowywały się do mistycznej tematyki jego nastrojowych prac. Po mistrzowsku operuje on formą, kolorem i światłem. Jego grafiki wykonane są z iście benedyktyńską dbałością o rysunkowy detal, co nie przeszkadza w oddaniu atmosferycznej lekkości i kolorystycznym wysmakowaniu.
Wykształcenie architekta i doświadczenie grafika splata się nierozerwalnie w jedno dążenie artysty do znalezienia harmonii i piękna w obrazie. Świat jego kompozycji nosi znamiona realności, niejako namacalnej i trójwymiarowej. Jest w niej bliższy i dalszy plan, niektóre obiekty rzucają nawet cienie, sugerując konkretne źródło światła. Przede wszystkim jednak to świat archetypicznych, kulturowych znaków, wyobrażeń i kryjących się za nimi treści wywołanych by stworzyć mentalną rzeczywistość. Jest to jednak rzeczywistość zupełnie nowa. Posługuje się on przede wszystkim zderzeniem form botanicznych z formami zaczerpniętymi ze świata geometrii. Ich sposób opracowania nie pozwala jednak łączyć tych kompozycji z nurtem „zimnej” abstrakcji – artysta proponuje wizualne napięcia pomiędzy skrajnościami, które mają dla niego wymiar refleksyjny. Jest tu „zabawa” zreprodukowaną na odbitkach fakturą i kolorem. Takie żonglowanie środkami wyrazu w przypadku tradycyjnej grafiki warsztatowej wymaga niebywałej zręczności, cierpliwości i ogromnej wytrwałości w dążeniu do uzyskania pożądanego efektu końcowego.
Kukawski o swojej pracy – fragment tekstu „Kawiarnia (próba odniesienia się do pewnego faktu)”:
„(…) Coraz bardziej świadomie odczuwam fakt, iż to, co robię i być może jeszcze zrobię należy do czasu minionego. Sam nie mam zamiaru, tak jak inni, szukać wciąż czegoś totalnie nowego, odnajdywać i z siłą walca drogowego rozjeżdżać i deptać w tę i z powrotem i tak już nieistniejące i zatarte granice.
Coś z tego wszystkiego musi się samo nie kontrolowanie wykluć. Wszystkiego jest coraz więcej, ale to oznacza kult wszelkiej nowości i lawinowy wzrost przeciętnej poprawności… Chodzi tu o tę masę dzieł, które pozostawiają nas obojętnymi, na których banał, pustkę, pozór czy dziwactwa odpowiadamy wzruszeniem ramion. Kultura masowa to masowy odbiorca, ale i też masowy twórca–wytwórca. Za wszelką cenę chce zwrócić na siebie uwagę krzykliwością i dosadnością barwy, dźwięku, słowa, chce zaistnieć medialnie. Postępujące bogactwo środków technicznych, elektroniki, laserów, wszelkich nowo-mediów, kompaktów, a jednocześnie postępujące otępienie, zubożenie treści, monotonia, osłabiająca nuda.
Dla mnie grafika od dawna była alchemią, dyscypliną łączącą brutalność z delikatnością – brutalność w sensie traktowania materiału matrycy w połączeniu z delikatnością formy i myśli na papierze, które przy wieloletnich ćwiczeniach dawały wartościowy stop. Między innymi z tego właśnie powodu, na podstawie upadków i wzlotów przy procesie tworzenia rozumiem, że pracuje się tylko przy warsztacie, że musi istnieć namacalny, fizyczny kontakt między mną a narzędziem pracy, farbą, matrycą. Musi być stół, papier, farby, pędzle, tektury i blachy, sterty narzędzi i szmat, muzyka, dużo muzyki, szklanki po kawie, zapach farb, denaturatu, nafty i terpentyny. Bardzo dużo w tej pracy fizycznego wysiłku, zresztą tak jak i w każdej innej twórczości popularnie uważanej za owoc talentu, dzieło ducha i natchnienia. To, co już powiedziałem (czujesz to chyba), trąci chęcią alienacji, wycofania się w zacisze pracowni, odseparowania od całego tego nowo-wernisażowo-medialno-sieciowego zgiełku, chęcią zagłębienia się w sobie i w swojej pracy. Taką chyba mam osobowość, i coraz częściej myślę o tym, że do zbyt wielu spraw nie można się zmuszać, wielu nie można się poddawać, należy powoli starać wsłuchać się w swą naturę. Chociaż to, co robię i jeszcze zrobię, już teraz jest nie nowe i niemodne, to mimo wszystko uważam, iż niezależnie od całej wirtualizacji świata, sztuka (nawet w dawnym sensie tego słowa) jeszcze trochę potrwa i przetrwa na prowincji i jeszcze gdzieś tam, gdzie nie ma komputerów i internetu. Przetrwa, jeśli będzie znajdowała swego odbiorcę w świecie niewirtualnym – zawsze może się znaleźć choćby kilka osób spoza tłumu masowej kultury. Sztuka jest po to, aby wyrażać to, czego inaczej wyrazić się nie da. Może to naiwność, ale wciąż jeszcze w to trochę wierzę. Gdybyśmy swoje istnienie w świecie całkowicie zwirtualizowali, najprawdopodobniej nie byłoby już czego wyrażać. Bez wyrwania się z elektronicznego raju, żadna, nawet najsubtelniejsza forma nie stanie się dziełem, ona musi być tu, by ktoś ją zobaczył, przeżył i zapamiętał. Historia uczy nas jednak pokory co do ludzkich możliwości, ostatecznie zawsze jesteśmy i nadal będziemy tylko ludźmi. Jeśli wszystko jest względne, tak samo dotyczy to dzisiejszych zachwytów i pewności. Ja sam w coraz większym stopniu składam się z wątpliwości, dlatego muszę sobie od czasu do czasu powtórzyć słowa Williama Blake’a: „Bez nieustannej Praktyki niczego uczynić nie można. Praktyka jest sztuką. Jeżeli zaprzestaniesz, jesteś zgubiony”. (…)”
Tekst do indywidualnej wystawy w Witebsku, 2015.